Tłok w komunikacji zastępczej jest straszny. Autobusy zapełniają się po brzegi już na pierwszym przystanku. Kierowca nie może ruszyć, bo drzwi nie domykają się ze względu na nadmiar pasażerów. Jeśli drzwi rozsuwają się na zewnątrz, to jeszcze pół biedy. Ale jeśli zamykają się do środka, często ktoś kończy z przytrzaśniętą nogą. Wtedy zabawa rusza na całego. Cały autobus wstrzymuje oddech i „wciąga brzuch”, by zrobić nieco miejsca na drzwi. Ale to jeszcze nie koniec dramatu, bo oto drzwi otwierają się ponownie, by wpuścić tych, którzy chcą wsiąść.
Pełen tekst autorstwa Piotra Sobczaka zamieszczono poniżej.
Plac Kilińskiego. Centrum Zgierza, 60-tysięcznego miasta graniczącego z Łodzią. Poniedziałek, godzina 6.20. Zza budynku Biedronki wyjeżdża tramwaj linii 11 i po objechaniu pętli staje na przystanku. Pasażerowie wsiadają do dwóch wagonów. Pomimo tak wczesnej pory, jest ich dużo – przede wszystkim licealiści i studenci. Już na krańcówce zajęte są wszystkie miejsca siedzące. Niekiedy któryś z uczniów ustąpi osobie starszej, choć nie jest to regułą. Do kasowników ustawia się długa kolejka. Wreszcie motorniczy daje sygnał do odjazdu i drzwi się zamykają. Jak na komendę idą w ruch książki, notatki i „empetrójki”. Podróż do Łodzi trwa ponad godzinę, więc trzeba czymś zabić czas.
Tak było jeszcze rok temu. 7 lipca 2007 roku rusza budowa Łódzkiego Tramwaju Regionalnego – projektu systemu szybkiego transportu na osi Zgierz – Łódź – Pabianice. Obecnie jest to druga co do długości linia tramwajowa w Polsce. Zgierz i Łódź na całej długości torowiska zamieniają się w jeden wielki plac budowy. Trasy tramwajów kursujących między Zgierzem i Łodzią zostają skrócone. Na ich miejsce pojawia się komunikacja zastępcza – autobusy Z1, Z2 i Z3. Czas dojazdu wzrasta prawie dwukrotnie w godzinach porannych. A to oznacza wstawanie prawie o godzinę wcześniej. Autobusy korzystają z tych samych dróg co samochody, więc w godzinach szczytu są opóźnione.
Niedostateczna ich liczba powoduje straszliwy tłok. A na dodatek – trasa została podzielona na dwie części, więc trzeba się przesiadać w połowie. Według Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego w Łodzi (MPK) remont potrwa maksymalnie do końca kwietnia 2008. Wedle obietnic i terminów unijnych. Ale jak będzie na prawdę, pokaże czas.
Wszystkie tory prowadzą do Łodzi
Marek ma 17 lat. Ze względu na kolegów oraz dyrekcję szkoły prosi, aby nie ujawniać jego nazwiska. Mieszka w Zgierzu, ale uczy się w liceum w Łodzi. Obecnie zdał do drugiej klasy, więc ma za sobą już rok dojeżdżania do łódzkiej szkoły. Podobnie jak setki innych uczniów, by dotrzeć do szkoły na ósmą musi wstać przed szóstą. Potem dojście na przystanek i czekanie na autobus. W zimie o tej porze jest jeszcze ciemno. Jedynie na niektórych przystankach są wiaty, więc czasem trzeba moknąć w deszczu. Potem ponad godzina jazdy w zatłoczonym pojeździe i dojście na piechotę do szkoły.
Po szkole przychodzi czas na zajęcia dodatkowe: kursy językowe, korepetycje, zajęcia sportowe. Powrót do domu po dwudziestej staje się obecnie normą. Kluczem jest odpowiednio sprawna komunikacja miejska. Łódzki Tramwaj Regionalny miał znacznie usprawnić komunikację z Łodzią – żali się – ale obecnie do Łodzi nie jeżdżą żadne tramwaje, ani zwykłe, ani regionalne. A przecież dojeżdżać trzeba. Nikt mi nie usprawiedliwi spóźnień tylko dlatego, że autobus nie przyjechał na czas, bo cała Łódź jest rozkopana.
Aż szkoda płacić za bilet
Stan komunikacji zastępczej jest opłakany – mówi Marek – na linii Z3 jeżdżą zazwyczaj nowe autobusy, ale na pozostałych często można spotkać zabytkowe Ikarusy. Autobus przegubowy Ikarus 280 jest dobrze znany wszystkim łodzianom. Produkowany w latach 1982–1995, a więc prawie dwie dekady temu. Jest najstarszym modelem w łódzkim taborze. Jest wysokopodłogowy, więc gdy stanie w niewłaściwym miejscu, nawet młodzi mają problemy z dostaniem się do środka, nie mówiąc już o starszych i niepełnosprawnych. Obecnie Ikarusów jest około 81, co stanowi w przybliżeniu 20% całego taboru autobusowego MPK.
Dawniej bilet półgodzinny wystarczał, by dojechać aż do ulicy Piłsudskiego, biorąc pod uwagę, że obecnie trzeba dokasowywać bilet 10-minutowy, koszt rośnie prawie dwukrotnie. Aż szkoda płacić za bilet – mówi Marek. Na pytanie, czy nie boi się konduktorów, stwierdza, że nie. „Kanary” kontrolują głównie poza godzinami szczytu, w południe lub w weekendy. O 6 rano jest straszny tłok, poza tym wychodzą z założenia, że wszyscy mają migawki – poucza mnie – bilet miesięczny na jedną linię, zgierski i łódzki, kosztuje ponad 40 zł. A kara to tylko 50 zł. Nawet jeśli mnie złapią raz na pół roku, to i tak się opłaca.
Autobus, to brzmi tłumnie
Tłok w komunikacji zastępczej jest straszny. Autobusy zapełniają się po brzegi już na pierwszym przystanku. Kierowca nie może ruszyć, bo drzwi nie domykają się ze względu na nadmiar pasażerów. Jeśli drzwi rozsuwają się na zewnątrz, to jeszcze pół biedy. Ale jeśli zamykają się do środka, często ktoś kończy z przytrzaśniętą nogą. Wtedy zabawa rusza na całego. Cały autobus wstrzymuje oddech i „wciąga brzuch”, by zrobić nieco miejsca na drzwi. Ale to jeszcze nie koniec dramatu, bo oto drzwi otwierają się ponownie, by wpuścić tych, którzy chcą wsiąść.
Ci, którzy chcą wysiąść mają problemy z przeciśnięciem się do drzwi. Ci, którzy chcą wsiąść mają jeszcze większe problemy, bo ilość miejsca jest ograniczona. Najbardziej pechowym udaje się wsiąść dopiero za drugim lub trzecim razem. Ludzie tłoczą się w drzwiach, bo nikt nie chce się posunąć i wysiąść. Ci z głębi autobusu napierają i przeciskają się pomiędzy pasażerów ustawionych w drzwiach. Wyjście z autobusu nawet na krótką chwilę – to koniec. Nieliczni uprzejmi, którzy zdecydowali się na ten dramatyczny krok, klną za odjeżdżającym autobusem, do którego nie mogli się dostać ponownie. Drugi raz już nie popełnią tego samego błędu. Dwadzieścia minut na mrozie i w deszczu skutecznie oducza człowieka uprzejmości. Marek, podobnie jak reszta uczniów dojeżdżająca wcześniej tramwajem, jest zmuszony do korzystania z komunikacji zastępczej. Kiedy mijają poranne godziny szczytu, robi się nieco luźniej, ale i tak nie ma możliwości zajęcia miejsca siedzącego. Ci, którzy wsiadają na krańcówce, siedzą aż do samego końca. Można by nawet skonać pod ich siedzeniem, ale i tak nie wstaną. Ale we wrześniu nie było jeszcze tak źle. Jednak w październiku rok akademicki zaczęli studenci – mówi – wtedy razem z kolegami wymyśliliśmy nawet takie powiedzenie – „Autobus, to brzmi tłumnie”.
10 kilogramów w 25 minut
Tramwaje rzadko stoją w korkach, w autobusach jednak zdarza się to nagminnie.
W godzinach szczytu czas jazdy wydłuża się dramatycznie, z 30 nawet do 50 minut. Raz zdarzyło mi się, że idąc kilka przystanków pieszo wyprzedziłem Z2 – opowiada Marek. Trasa Tramwaju Regionalnego ma być wyposażona w system sterowania ruchem. Dzięki temu tramwaj będzie jechał na tzw. „zielonej fali”, bez zatrzymywania na czerwonym świetle. Według obliczeń czas dojazdu do centrum Łodzi ma wynosić 25 minut. Ale to dopiero za rok w najlepszym wypadku. Obecnie dojazd trwa 50 minut lub więcej. Należy także doliczyć czas potrzebny na przesiadki, jako że poszczególne linie nie zawsze są ze sobą zsynchronizowane. A plecak ucznia liceum potrafi ważyć nawet do 10 kg. Z takim ciężarem na plecach stanie w autobusie ponad 40 minut zmienia się w mordęgę. Dlatego Marek jeździ z karabińczykiem do wspinaczki, przytroczonym do plecaka. Dzięki niemu może zawiesić bagaż na poręczy. Jeśli autobus przyspiesza lub skręca, plecak jeździ i kołysze się na wszystkie strony. Dookoła mnie zawsze robi się pusto – chwali się.
Gdzie kończą się tory, zaczyna się Zgierz
Remont łódzkiego odcinka torowiska to nie wszystko. Prawdziwy problem to odcinek zgierski. Wymiana torowiska i montaż trakcji sięgają jedynie do zajezdni na Helenówku, granicy między strefami zgierską i łódzką. Równolegle remontowane są tory w Zgierzu. Koszt owego remontu, obejmującego skrzyżowanie ulic 1 i 3 Maja oraz torowisko od ul. Łąkowej do Placu Kilińskiego, wynosi 14 mln zł. Projekt inwestycji powstał na długo przed projektem Tramwaju Regionalnego, więc zaistniało niebezpieczeństwo, że tory w Zgierzu nie będą pasowały do torów łódzkich.
„Trasa planowanego Tramwaju Regionalnego przez Miasto Zgierz miałaby przebiegać (…)
z pominięciem torowiska w ul. 1-go Maja i pętli na pl. Kilińskiego” – brzmi oficjalne stanowisko Powiatu Zgierskiego. Tak więc obecnie remontowany odcinek nie zostanie w przyszłości wykorzystany jako część łódzkiej inwestycji. Z uwagi na bardzo wysokie koszty, Rada Miasta Zgierza nie podjęła uchwały o przystąpieniu do budowy Tramwaju Regionalnego, a więc stworzenia nowego torowiska. Być może na Helenówku trzeba będzie zbudować drugą pętlę – bo ta obecna po wyremontowaniu nie będzie przyjmować przestarzałego taboru, zaś nowy tabor nie będzie najprawdopodobniej w stanie poruszać się po zgierskim torowisku. Oprócz dwóch pętli na Helenówku jest jeszcze drugi problem – Zgierz na chwilę obecną nie posiada taboru tramwajowego. Tak więc oprócz obecnego remontu, Zgierz być może poniesie także koszt zbudowania drugiej pętli oraz zakupu wagonów. A to wszystko tylko po to, żeby Zgierzanie mogli się dostać do Tramwaju Regionalnego, który w zamyśle miał im uprościć życie.
Trzeba będzie się przesiadać na Helenówku, a nie wiadomo, czy rozkłady będą zsynchronizowane – mówi zirytowany Marek – skrócą nam czas jazdy o 5 minut, ale będziemy musieli czekać 10 na przesiadkę.
Parking dla rowerów
Mogło być gorzej – wzdycha Marek – w tej chwili jest źle, ale nie aż tak, żeby nie można się było przyzwyczaić. Boję się tylko zakończenia remontu, który niczego nie rozwiąże. W praktyce zaraz po remoncie trzeba by zacząć następny, żeby naprawić poprzedni. Na szczęście moja szkoła planuje parking dla rowerów.
Można chyba stwierdzić, że na chwilę obecną Tramwaj Regionalny nie będzie spełniał wszystkich pokładanych w nim nadziei. Jego głównym celem miało być skrócenie czasu dojazdu z Łodzi do Zgierza. Czy zostanie to w rzeczywistości zrealizowane? I czy konieczne będzie zbudowanie drugiej krańcówki, aby połączyć Zgierz z Łodzią?
Autor tekstu: Piotr Sobczak, uczeń II klasy Liceum Ogólnokształcącego w Zgierzu im. R. Traugutta.




